Dziś o tym, jak być człowiekiem poważnym, nowoczesnym, zorientowanym, czyli jak używać technologii w nauce słów w językach obcych. Opowiem o trzech takich sposobach – jednym urządzonku i dwóch wtyczkach do Chrome’a.

 
 
 
Speed Learning

Internet dla kogoś uczącego się języka obcego to studnia bez dna. Czytasz tekst i natrafiasz na nieznane słowo lub fragment zdania. Możesz chwycić za papier i długopis, i je zapisać, ale skoro oglądasz ten film, jesteś osobą nowoczesną, miłośnikiem metod awangardowych. Mam dla ciebie fenomenalne rozwiązanie – darmową wtyczkę do Chrome’a, dzięki której kilkoma kliknięciami zapiszesz dowolny fragment z dowolnej strony (chyba że strona ma specjalną blokadę) w pliku na Google Drive. W związku z tym dodam, jeśli nie jest to jeszcze jasne, w tym celu trzeba posiadać konto Google.

Będąc na interesującej cię stronie internetowej zaznaczasz zdanie lub fragment tekstu, który zawiera nowe słowo i wyrażenie. Następnie klikasz prawym przyciskiem mychy na zaznaczenie, a w okienku, które się pojawi wybierasz opcję “Save selected texts to Google Docs” obok ikonki dodatku, czyli dwóch dojrzałych wiśni. Pojawi się okno dialogowe dodatku, w którym uprasza się ciebie o wypisanie po przecinku słów, które są dla ciebie nowością. Klikasz dwa razy “ok” et voila! Utworzyłeś/utworzyłaś notatkę.

Aby pracować z notatkami, idź do strony drive.google.com, a tam w głównym folderze czyli na pierwszej stronie poszukaj pliku “SL_vocabulalary2”. Tam są przechowywane twoje skarby – nowe słowa wraz z fragmentem tekstu, który wcześniej zaznaczyłeś, a który jest jednocześnie przykładem użycia oraz adres strony internetowej-źródła. Adres www przyda się przy filtrowaniu treści.

Filtrowanie będzie ci potrzebne, ponieważ wtyczka jest dość mała i prosta, nie oferuje wielu funkcjonalności, na przykład nie pozwala wpisać języka źródłowego notatek ani tym bardziej nie rozpoznaje go automatycznie. Zapisuje też notatki w dokumencie o tej samej nazwie – “SL_vocabulalary2”. Jeśli pragniesz zamknąć listę słownictwa, zmieniasz nazwę pliku docelowego na drive.google.com na inną.

Z tak utworzoną listą możesz bawić się dalej – przetłumaczyć przy użyciu ulubionych słowników, czy to papierowych czy internetowych. O ile nie masz nic przeciwko translatorom takim jak Google Translate, możesz użyć opcji ukrytej w Arkuszach Google, która pozwala automatycznie przetłumaczyć słowa z listy. Wystarczy, wkleić dodatkową kolumnę, a następnie wpisać odpowiednią formułę. Pamiętaj, żeby użyć w nawiasach średników, a nie przecinków, a kody języków ująć w cudzysłowach.

Ja przyznam, że mam dużo przeciwko Google Translate i translatorom jako takim. Im dłuższa fraza, tym większe prawdopodobieństwo, że tłumaczenie będzie błędne, oderwane od kontekstu lub po prostu niegramatyczne. Translatory to też nie słowniki, więc zawsze podają jedno znaczenie. Ale trzeba przyznać gdy ma się do czynienia z długą listą słów do przetłumaczenia, a nie ma się czasu, ta formuła jest niesamowicie wygodna. W kolejnych odcinkach vloga przedstawię jeszcze inny sposób radzenia sobie z dużymi listami słów do przetłumaczenia.

Rememberry

Wiele razy widziałem w Internecie pytania o proste aplikacje do tłumaczenia słówek w artykułach obcojęzycznych, działających na zasadzie “klikam i wyświetla się tłumaczenie”. Śpieszę donieść, że coś takiego istnieje, ma zmyślną nazwę Rememberry i działa świetnie.

Po dodaniu do Chrome’a, zaznaczenie jakiegokolwiek fragmentu tekstu, czy to słowa, czy dłuższego wyrażenia, na ekranie pojawi się kwadratowa, zielona ikonka dodatku z profilem łysego człowieka. Po kliknięciu na ikonkę, w chmurce, twoim oczom ukażą się tłumaczenia zaznaczonego fragmentu. Jeśli jest to pojedyncze słowo, wyświetli się także informacja, jaką częścią mowy jest to słowo. Masz też możliwość usłyszenia wymowy zaznaczonego fragmentu po kliknięciu na ikonkę głośniczka.

Parę językową do celów tłumaczenia wybiera się na szczytowym pasku chmurki. Po prawej wybierasz polski, po lewej język tekstu, który czytasz. Wygodnie po lewej wybrać opcję “detect”, która sprawi, że rozszerzenie samo rozpozna język spośród 100, które wspiera. Jednak to może spowodować nieco zamieszania, gdy rozpoznanie będzie błędne. Na przykład słowa hiszpańskie i portugalskie mogą wyglądać identycznie, ale różnić się znaczeniem i wymową.

To nie koniec oferowanych przez Rememberry funkcji. Sprawdzając znaczenie słowa, masz też możliwość zapisania go w bazie danych do późniejszej nauki. Dokonuje się tego zaznaczając interesujące cię tłumaczenia spośród proponowanych lub dodając swoje i klikając w lewym górnym rogu w ikonkę dyskietki. (Swoją drogą, czy najmłodsze pokolenie wiedziałoby to intuicyjnie?) Gdy słów i zwrotów uzbiera się wystarczająco dużo, możesz je powtórzyć w formie fiszek. Klikasz wtedy w ikonkę Rememberry, która powinna znajdować się w prawym górnym rogu Chrome’a (w zależności od twoich ustawień może się ukrywać w opcjach rozszerzonych programu, oznaczonych trzema kropkami). Tam wybierasz listę słówek – bo można ich mieć kilka – sposób nauki, a jest ich cztery: dwa z fiszkami, pisanie tłumaczeń i słuchanie, liczbę słów z listy, którą chcesz przećwiczyć i sposób sortowania. Klikasz “Start” i powtarzasz! Co jeszcze ciekawe, w trakcie powtarzania możesz też podejrzeć synonimy słowa, definicję i przykłady użycia.

Rememberry to proste w obsłudze a potężne narzędzie do regularnej i wygodnej nauki słownictwa w wielu językach, odpowiedź na wiele pytań wielu ludzi.

Kindle

XXI wiek to przedziwny czas. Wczoraj nie mogłem naładować swojego papierosa, bo ładowałem swoją książkę. Właściwie to ustrojstwo zawierające setki książek o gorącej nazwie Kindle. Jest to bibliotekowy e-książę, księgarski rewolucjonista, przełom porównywalny z wynalezieniem prasy drukarskiej przez Gutenberga. Od kilku lat posiadam Kindle Paperwhite i nie mogę nie docenić kilku wbudowanych w nim opcji, nader przydatnych w nauce języków obcych.

Czytając książkę w języku obcym wystarczy zaznaczyć nieznane słowo, by wyświetliła się chmurka z definicją lub tłumaczeniem owego słowa. Jeśli ma ono więcej znaczeń, które nie mieszczą się w chmurce, możesz otworzyć słownik w pełnym oknie. Mało tego, jeśli definicja zawiera nieznane ci słowo, postępujesz z nim jak ze słowem w książce – zaznaczasz je, a w chmurce pojawia się jego definicja lub tłumaczenie, w zależności od słownika, który akurat masz aktywny.

Każdy zakupiony Kindle ma preinstalowanych wiele słowników. Słownik można wybrać. Jeśli jesteś zaawansowany i ambitny, wybierzesz słownik monolingwalny – czyli z definicjami w języku, którego dotyczy. Jeśli wolisz, możesz wybrać słownik dwujęzyczny, z tłumaczeniami. Mój Kindle może się pochwalić kilkoma słownikami angielsko-angielskimi, słownikiem hiszpańsko-hiszpańskim, hiszpańsko-angielskim, portugalsko-angielskim, francusko-angielskim, włosko-angielskim, niemiecko-niemieckim, niemiecko-angielskim i niemiecko-polskim. Uczysz się rzadszego języka i nie ma go wśród tych zesłownikowanych, no problemo!, możesz go dodać do swojego urządzonka. W Internecie znajdziesz poradniki, jak tego dokonać, link do jednego tutaj.

To już dużo, a to nie koniec dobrych rozwiązań stworzonych w płodnych umysłach inżynierów Amazona. Najnowsza wersja systemu operacyjnego Kindle’a wyposażona jest coś nazwanego Vocabulary Builder. Można tę opcję odnaleźć w menu w prawym górnym rogu. Jest to lista wszystkich słów wyszukanych w chmurce. A to ciągle nie koniec! Możesz tych słów uczyć się w formie fiszek. Po kliknięciu na słowo, po drugiej stronie fiszki oprócz tłumaczenia lub definicji zobaczysz to słowo w zdaniu, w którym na nie natrafiłeś.

Listy nie można wprawdzie podzielić według języków, ale można ją uporządkować według książek-źródeł słownictwa. Czyli, zasadniczo, można podzielić ją według języków, ponieważ większość knig nie miesza kilku języków i jest pisana tylko w jednym.

Listę, wraz z definicjami i zdaniami źródłowymi, można też eksportować. A nawet czasem trzeba, bo obowiązuje ją limit wpisów – 2 tysiące. Eksportowanie słów to nie jest niestety kaszka z mleczkiem, więc albo będziesz uczył się w miarę na bieżąco, albo słówka przepadną.

Spośród czytników ebooków korzystałem na co dzień jedynie z Kindle’a Paperwhite, który ma ekran dotykowy, całe moje doświadczenie wywodzę z obcowania z tym właśnie urządzeniem i o nim mogę się wypowiadać z czystym sumieniem. Ale wszystkie wyprodukowane w tym samym czasie modele Kindle’a używają tego samego oprogramowania z jedynie niewielkimi modyfikacjami, więc możesz mi zaufać. Inne czytniki e-booków oferują podobne opcje. Jeśli masz doświadczenia z innymi czytnikami, zostaw komentarz

To by było na tyle na dziś. W następnym filmiku dalej będę mówił o technologiach, które można wykorzystać w nauce języków, bo jest ich naprawdę sporo.

KOMENTARZE