Imiona bohaterów popkultury skrywają ukryte znaczenie. Nie mam na myśli oczywistości pokroju Batmana, Spidermana czy Supermana, a bardziej subtelne odniesienia.

Gregory House

Postać Greogry’ego House’a, bohatera serialu sprzed kilku lat, była wzorowana na postaci Sherlocka Holmesa. I to całkiem wiernie. Nie wierzysz? Sprawdźmy:
– ponadprzeciętna inteligencja – jest,
– ponadprzeciętna umiejętność dedukcji – jest,
– niestandardowe metody działania – są,
– obsesja w dążeniu do prawdy – jest,
– uzależnienie od substancji psychoaktywnych (opium w przypadku Holmesa, Vicodin w przypadku House’a) – jest.

Wreszcie nazwisko. Po polsku wymawiamy nazwisko Holmse’a bardziej tak jak się pisze. Po angielsku, litera “l” w jego nazwisku jest niema, więc wymawia się je “homes” – dokładnie tak samo jak słowo “domy”. House to też “dom”. Oczywiście mówimy o różnych pojęciach – house to budynek, w którym ktoś mieszka, home to znacznie mniej namacalny koncept miejsca, w którym czujemy się bezpiecznie i swojsko. Niemniej jednak inspiracja jest oczywista.

Robin Hood

Zacznijmy od tyłu. Hood to po prostu kaptur.

Robin to gatunek ptaka wędrownego z rodziny muchołówkowatych, zamieszkującego całą Europę. Pod dziobem zdobi go rudawy gorsecik, na grzbiecie mieni się kolorem oliwkowo zielonym. I taki też – zielony – kaptur dają Robin Hoodowi popkulturowe ilustracje. Więc Robin Hood to Rudzikowy Kaptur.

Zorro

Zorro, wytwór wyobraźni amerykańskiego pisarza Johnstona McCulleya, jest jedną z ikon popkultury. Od roku 1919, kiedy Zorro został powołany do życia powstały niezliczone książki, komiksy, filmy i seriale z Zorro w roli głównej. Zresztą postaci kalifornijskiego Janosika polskiej widowni przedstawiać nie trzeba.

Jego imię oznacza w języku hiszpańskim… lisa. Zorro, tak jak jego zwierzęcy imiennik był wszakże sprytny, chytry, przebiegły, mądry, szybki, zwinny.

Jako ciekawostkę dodam, że słowo “lisica” w języku hiszpańskim, zorra, nie kojarzy się już tak pozytywnie, bo jest odpowiednikiem takich angielskich słów jak slut, whore i slag, czy niemieckiej Schlampe.

Minionki

Minionki po raz pierwszy pojawiły się na ekranach kinowych w filmie “Despicable Me”, czyli w tłumaczeniu na polski “Nikczemny ja”, który jednak w polskich kinach był wyświetlany pod budzącym skojarzenia polityczne tytułem “Jak ukraść księżyc”.

Minionki to małe, żółte stwory, które żyją tylko po to, by służyć największym nikczemnikom stąpającym akurat po ziemi. Jednak ich nazwa nie jest przypadkowa. “Minion” w języku angielskim to osoba, która nic nie znaczy w organizacji i wykonuje tylko rozkazy ludzi z góry. Słowem – sługus albo pachołek. Pasuje.

Toadie

Postać ta nie jest może pierwszoplanowym bohaterem popkultury, ale zajmuje szufladkę w rogu umysłu wczesnych millenialsów. Dla tych, co młodsi lub nie kojarzą kolesia, Toadie to postać z serialu animowanego “Gumisie”, które ja osobiście kojarzę z niedzielnej dobranocki na TVP1. Toadie był ogrem na usługach Księcia Igthorna, wyjątkowo w nim zapatrzonym. Nazywał go “księciuniem” i nadskakiwał mu na każdym kroku. Słowem był sługusem, pachołkiem, lizusem księcia – i to właśnie znaczy jego imię w języku angielskim, choć wyraz ten zwykle pisze się “toady”.

Zapytasz, czym różni się toadie od minion. W tłumaczeniu na język polski – niewiele. Różnice pojawiają się na poziomie skojarzeń. Minion to wierny sługa, który zrobi wszystko, co jego ukochany przywódca rozkaże. Toady to bardziej śliski pochlebca, wazeliniarz – toady spokrewnione jest ze słowem “toad”, które oznacza ropuchę, zwierze ze wszech miar oślizgłe.