Korona Na Języku

Koronakryzys zmienił nasze życie i język. W 2019 nikt nie mówił o lockdownie, godzinach dla seniorów i nauczaniu hybrydowym, a praca z domu określana też pseudoanglicyzmem „home office”, była raczej miłą odmianą niż koniecznością. Język angielski też przytył od nowych koronasłów, inne słowa nabrały nowych znaczeń i skojarzeń. Do publicznego dyskursu przeniknęło też

słownictwo naukowe

używane przez oddziały medyków walczące z koronawirusem. Media zaczęły bombardować informacjami o konieczności zachowania dystansu społecznego (social distancing), który wielu pracowników służby zdrowia woli nazywać dystansem fizycznym (physical distancing), ponieważ nie chodzi o całkowite zerwanie kontaktów społecznych, a jedynie o utrzymanie odstępu od innych osób. Zwłaszcza od tzw. superroznosicieli (superspreaders) – osób odpowiedzialnych za dużą liczbę zakażeń przez swoje ożywione kontakty społeczne. Niektórzy poznali właśnie różnicę pomiędzy epidemią (epidemic) a pandemią (pandemic).

Podejrzanych o zarażenie poddaje się dwutygodniowej kwarantannie (quarantine), wzywa się do samoizolacji (self-isolation) i odsuwa się ich od pracy (furlough) w razie najmniejszego podejrzenia zakażenia. Pracownicy ochrony zdrowia zmuszeni są całe dni pocić się w szczelnej odzieży ochronnej (PPE = personal protective equipment). Wszystko to, aby spłaszczyć krzywą zachorowań (flatten the curve).

Gdy świat obiegły wieści o stworzeniu skutecznej szczepionki (vaccine) przeciwko koronawirusowi (covid / coronavirus), zaczęto podkreślać konieczność zaszczepienia jak największej części ludności, aby osiągnąć odporność zbiorową (herd immunity), która występuje, gdy znaczna część populacji stała się odporna na infekcję.

Powstał też slang

opisujący nową rzeczywistość. Wirus nazywa się the rona lub, w rymującym slangu, Miley Cyrus (bo rymuje się ze słowem “virus”). Ogromna rzesza pracowników zaczęła pracę z domu (WFH = work from home), którą w Polsce, ale też w Niemczech określa się dziwacznym “home office” – dziwacznym, bo tego wyrażenia, które w Wielkiej Brytanii oznacza “ministerstwo spraw wewnętrznych”, nikt tam nie użyje do mówienia o pracy w domu. Na podobieństwo słowa outfit, czyli ubiór, utworzono słowo infit, które znaczy to samo, tyle że są to ubrania noszone w domu (IN the house), a nie poza nim (OUT of the house).

Wraz z pracą z domu (WFH), wymuszającą ciągłe kontakty za pomocą aplikacji telekonferencyjnych pojawiły się nowe formy trollowania, na przykład Zoombombing lub Zoom raiding, czyli wtargnięcie osób niezwiązanych z wideokonferencją na Zoom lub podobnym komunikatorze i zakłócenie jej w sposób często uniemożliwiający dalsze jej prowadzenie. Przez brak rozrywek i ograniczone możliwości rozrywek poza domem, wszystkie dni zlewają się w jeden dzień, Blursday, od blur – rozmywać się. W ramach rozrywki w towarzystwie ekipy kwarantannowej (quaranteam), a więc ludzi, z którymi spędzasz czas w odosobnieniu, można oddawać się doomscrolling, czyli przewijaniu (scrolling) informacji o zagładzie (doom) cywilizacji, którą rzekomo może wywołać koronawirus. Niekiedy doomscrolling może przerodzić się w coś więcej i dziewięć miesięcy później na świat przyjdzie coronababy, dziecko korony (a może w koronie?), czyli osobnik ludzki nieznacznej wielkości poczęty w czasie kwarantanny lub lockdownu.

A kiedy wyjdziesz już z domu po tygodniach zamknięcia, być może natkniesz się na covidiots, osoby ignorujące zagrożenie wirusem, kiedy radośnie będą się dzielić najnowszą coronaspiracy theory, teorią spiskową dotyczącą na przykład pochodzenia covid-19.

****

Darmowa karta pracy na temat języka pandemii:

Coronavirus language_with answers